Prośba na Nowy Rok

Kiedy umarł mój mąż, ponownie zapragnęłam nosić obrączkę. Wcześniej nie mogłam, bo z powodu dobrobytu w małżeństwie przytyły mi palce. /To oczywiście żart, palce zgrubiały, bo się zestarzałam/. Przypomniałam, że jest usługa w zakładzie złotniczym rozszerzająca biżuterię i postanowiłam skorzystać. Do zakładu wchodziła przede mną młoda dziewczyna z małą córką za rączkę i sprzedawała złoty pierścionek. Speszyła się, bo mogła za niego otrzymać 5 zł, ale ze słowami: – dobre i to, pośpiesznie wyszła. Nie widziałam łez w oczach, pewnie pojawiły się później.  Za to za rozciągnięcie mojej obrączki złotnik bez wahania zainkasował 30.

W czasie choroby męża niemal codziennie bywałam w aptece i zdarzało mi się widywać młode matki, które ostatecznie nie wykupowały swoim dzieciom leków na receptę, bo były za drogie. Też nie miały łez w oczach, ich twarze kamieniały i bez słowa wychodziły z apteki. Spytacie Państwo czy pomogłam? Tak. Ale tej dziewczynie od pierścionka nie. Byłam w takim szoku, że zapomniałam za nią wyjść. Jak można zapłacić komuś 5 złotych za złoty pierścionek, nawet jeśli uważa się go za złom? Nie chcę i nie mogę tego komentować. Rząd na to pozwala, a demokratyczny wolny rynek istnieje głównie dla cwaniaków, bo najlepiej umieją się w nim poruszać.

Znam inne przykłady. Dziecko w szkole wyrzuca swój obiad, a na zwróconą uwagę odpowiada ze śmiechem, że MOPS zapłaci. /Wtedy kucharka wyciera ukradkiem łzy, przecież inne dzieci chętnie by zjadły/. Zakupy dostarczane potrzebującym przez pracownika Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej walają się po domach i cuchną, bo zaraz będą następne, a od smrodu – jak słyszałam od rodziny korzystającej z pomocy – jeszcze nikt się nie zes. Na dożywianie w 2018 r. burmistrz przeznacza 300 tysięcy, państwo dołoży  839 tysięcy i w sumie za 1 mln 139 tys. można się najeść do syta. Ale czy jedzą te osoby, którym naprawdę potrzebne jest dożywianie za nasze pieniądze? Może pomoc społeczna bardziej powinna się orientować w ludzkich potrzebach i wyciągać z nędzy tych, którzy nie proszą o pomoc, bo się wstydzą.

Szanowni Państwo, jakim miejscem jest dla nas Hajnówka i kto do tego doprowadził? To jakiś kresowy koszmarek, który powstał, bo sami się na to zgadzaliśmy w kolejnych wyborach. Proszę nie mówić - ani teraz, ani nigdy, że ustawy są do d. Miasto jest małe. Uciekli już wszyscy, którzy czegoś innego niż marazm od życia oczekują, a tymi którzy zostali trzeba się interesować. W tak małym środowisku łatwo dotrzeć do potrzebujących. Skoro nie możemy liczyć na władze Hajnówki, pomagajmy sami. To jest prośba na Nowy Rok. Znamy potrzeby sąsiadów, ich warunki i możliwości. Pomagajmy, ale też bez wahania informujmy o tym burmistrza. Bo to on jest od tego, żeby w mieście nie było nędzy. Wtedy nie będzie mógł udawać błogiej nieświadomości i może cokolwiek dobrego zrobi dla najbiedniejszych w ostatnim roku kadencji.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.