W środę o północy ten blog zniknie, bo onet wykasuje blogerów. Dziękuję za 3 wspólne lata na tej platformie, za przydzielenie mi przez administratora dodatkowego miejsca, za miłość Państwa, czyli wszystkich moich życzliwych Czytelników. Zapraszam pod nowy adres.

Ze szpitalnego łóżka świat wygląda inaczej. Wydaje się normalny. Bez gierek, kombinacji,cwaniactwa. W szpitalu liczy się człowiek i jego zdrowie, które trzeba przywrócić za pomocą dużej wiedzy i rzetelności. Życie wtłaczane przez rurki i maszyny już nigdy więcej nie powinno być lekceważone. Następnym razem wiedzy może zabraknąć i nikt maszyn nie uruchomi. Wyznaczone nam zadania dopiero w krytycznych sytuacjach stają się jasne. Jeśli żyjemy, to znaczy że mamy do zrobienia coś ważnego i dobrze, abyśmy to rozumieli.

Wróciłam do domu.

Ale dom, to nie tylko nasze cztery ściany. Dom to ulica, miasto i kraj. Tożsamość i człowieczeństwo w warunkach stworzonych wspólnym działaniem. Dla nas to Hajnówka. Pisałam już, że miasto jest kresowym koszmarkiem stworzonym przez władze za naszym przyzwoleniem. Wybieraliśmy niewłaściwe osoby z powodu wzajemnych zależności i powiązań rodzinnych, bo tak się tu żyje, bez zwracania uwagi czy to się nam opłaca jako społeczności. Zaraza niszczy Hajnówkę już 20 lat. Do demokracji miasto nie miało szansy przywyknąć, bo od reformy administracyjnej w 1999 roku starostą był były kapitan SB /na blogu 27 grudnia 2017 r./, który demokracji nie rozumiał i na stanowiskach w powiecie i mieście przebiegle umieścił posłusznych sobie ludzi. Najbardziej pojętny, który nigdy nie idzie za przegranymi, został jego zastępcą i przez dwie kadencje przejął obyczaje swego szefa. Były starosta do ruiny doprowadził powiat, a ten jako burmistrz to samo zrobił  z miastem i na 2018 rok zadłużenie Hajnówki wynosi 21.045.331 zł.  Podczas sesji budżetowej nie wstydził się ogłosić, że będzie kandydował w kolejnych wyborach, ale powoli usuwający się grunt zmienił w plan B i rozeszła się wiadomość, że zostanie dyrektorem szpitala. Najwyraźniej jest jeszcze coś do zniszczenia. Takie rzeczy możliwe są wyłącznie na kresach wschodnich i tylko w lesie, bo Puszcza Białowieska tłumi odgłosy każdego absurdu. Pozostaje nadzieja, że starosta hajnowski Mirosław Romaniuk, któremu szpital podlega, nigdy do tego nie dopuści.

Otrzymuję różne maile, zdarzyły się też od byłego starosty – już na emeryturze, ale ciągle z rozbuchanym ego, który najwyraźniej ma dość byłych uczniów. Ostatnio zdumiało mnie pytanie Białostoczanki: – co wy wyprawiacie z tą Hajnówką, bo nie mówiąc o Bielsku, któremu nie macie szansy dorównać, to nawet Michałowo was wyprzedziło. Tak, wiem, ale niczego nie możemy zrobić do wyborów. Wszyscy mamy dość burmistrza, zastępcy i przewodniczącego rady. Te osoby muszą na zawsze zniknąć z miejskiej polityki, którą całkowicie skompromitowały. A przy okazji radni – ich lojalni wyznawcy, którzy największą głupotę przegłosowują dla swego guru, bez jakiegokolwiek myślenia. W przeciwnym razie pozostaniemy w bagnie, które jest efektem kombinacji i niechęci do zajmowania się sprawami ludzi, rzucania hasłami i ogólnikami, marnotrawienia miejskich pieniędzy i zaciągania pożyczek bez umiaru. Jak dotąd w wyborach burmistrz sięga po głosy staruszków. Podczas kadencji dba o kontakty, paniom całuje rączki, a one nieświadome manipulacji wychwalają go pod niebiosa i jako pierwsze biegną do urn. Trzeba dużej przebiegłości, aby osiągać pożądany efekt bez pracy. W Uniwersytecie Trzeciego Wieku kolegę umieścił na stanowisku prezesa, bo choć ten wcześniej także nie sprawdził się jako burmistrz /na blogu 24 września 2017 r./, to od emerytów może uzbierać głosów dla kumpla.

Jest jeszcze jedna bardzo zła rzecz, która świadczy o uwikłaniu i zaszczuciu. Wiecie Państwo, że zmienił się adres bloga, bo Onet rezygnuje z prowadzenia tej platformy. W związku z tym chciałam zamieścić w Telewizji Kablowej ogłoszenie, jako że blog jest lokalny. Rozmowa telefoniczna była sprzyjająca, ale ostatecznie mailem otrzymałam odpowiedź odmowną. Blog nie chwali głównych gwiazd kablówki, czyli burmistrza i byłego starosty, a narażenie się burmistrzowi jest ostatnią rzeczą, jakiej kablówce potrzeba. Reklamę zamieściła chętnie przeglądana przez Państwa bezpłatna informacyjno – reklamowa Gazeta Podlaska. Bardzo dziękuję pani Jolancie Łagodzińskiej. Ogłoszenie znajduje się na 5. stronie. Zapraszam do kontaktów mailowych, bo dzięki nim dokładnie wiem co Państwa interesuje i o czym chcecie czytać.

 

Tego bloga już nie ma. Proszą spojrzeć na napis u góry. Jest już nowy blog i zapraszam na platformę wordpress.

Najmocniej przepraszam wszystkie osoby, które chcą zamieścić na blogu reklamy. Opisuję wyłącznie to na co trafiłam, z czym się zetknęłam, co wypróbowałam, czym się zachwyciłam itp. Nawet jeśli coś wygląda na reklamę jest tylko moją opinią. Podziękowania dla firm i osób prywatnych także nie są reklamą, ale wyrazami wdzięczności. Mam za co dziękować i chętnie korzystam z możliwości jakie daje mi blog. 

Połóż się jak jagnię, żeby wstać jak tygrys.

Przemęczeni, pozbawieni energii życiowej i chęci do czegokolwiek, koniecznie powinniśmy wypocząć. Ta wywodząca się z filozofii chińskiej zasada dotyczy wszystkich, niezależnie od wieku. Trzeba się położyć niczym jagnię i ufnie poddać organizm regeneracji. To najważniejszy nakaz po trudach, bez względu na to jakiego  są rodzaju. Na ogół nie jesteśmy jagniętami. Radzimy sobie z harówką od rana do wieczora, a do tego z licznymi problemami. Gdybyśmy umieli jeszcze dostrzec w tym siebie – ale nie umiemy. Jesteśmy nie do zdarcia, bo głowa daje nam taki przekaz. Niestety zużywamy się jak każdy sprzęt /proszę wybaczyć porównanie/. Oczywiście nie ma na to rady, destrukcja powodowana starzeniem organizmu jest nieubłagana, za to przedwczesna degradacja bardzo nieroztropna. Na to, żebyśmy odpoczęli, pracuje głównie mózg. Paradoksalnie najpierw okłamuje, a potem pomaga.

Odpoczynek i sen to czas potrzebny mózgowi na wewnętrzne procesy, które ostatecznie przywrócą nas do stanu używalności. Podczas spania umysł się oczyszcza, zostaje odżywiony, a przez to regeneruje się i naprawia cały organizm. Ładujemy się pozytywną energią, stajemy się silniejsi i łatwiej stawiamy czoła kryzysowym sytuacjom, które na ogół przytrafiają się nam w nadmiarze. Dlatego sen proszę traktować jako dobry początek. Dobrze by było najpierw się wyciszyć- poczytać, posłuchać muzyki, poleżeć w wannie z maseczką. Wybór całkowicie indywidualny. Nie wolno też zapominać o zdrowym odżywianiu /nie pysznym jedzeniu/. Zdaję sobie sprawę, że każdy człowiek znajduje się na innym etapie życia pozwalającym na mniej lub więcej relaksu, ale bez względu na to o sobie trzeba pamiętać zawsze. Praca i zaaferowanie to tylko część życia, choć panuje dziwna moda na zabieganie i poczucie winy za każdą chwilę odpoczynku. Wiadomo, że rzeczy nie uszczęśliwiają więc za czym gonimy? Za dobrobytem innych ludzi? Za zapewnianiem szczęścia innym osobom? Nie dopuszczajmy zewnętrznych czynników do zakłócania naszej autonomii i dbajmy o siebie. Nie zmuszajmy się do żadnych działań, których nie chcemy.

 

 

Jedyny właściwy i atrakcyjny, bo ze zdjęciami i rysunkami blog jest ten z powyższym adresem. Na tym portalu funkcjonuje do zamknięcia z końcem lutego i zamieszczam tylko treść artykułów.

W życiu pewne jest, że się zestarzejemy. Ale czasem bywa znacznie gorzej. Zapadamy na przewlekłą chorobę i nie ma kto się nami opiekować. Na pewno wiecie Państwo o czym mówię. Takie przypadki są częste i zdarzają się w każdym środowisku. Nie ma większego znaczenia czy brak opieki wynika z tego, że jesteśmy zupełnie sami, czy też że nasze rodziny nie są w stanie z różnych powodów się nami zająć. W każdym przypadku nie zostaniemy pozostawieni sami sobie. Rodzinę zastępują Domy Pomocy Społecznej i przejmują funkcję opiekuńczą zgodnie z prowadzonym przez siebie profilem.

Niedaleko Hajnówki, w miejscowości Garbary /k.Bondar/ znajduje się Dom Pomocy Społecznej „Spokojna Przystań”. Działa od grudnia 2002 roku i przeznaczony jest dla dwustu osób przewlekle psychicznie chorych. Prowadzi go Stowarzyszenie „Aktywnie Przeciw Depresji”, a jako jedyny dom regionalny współfinansowany jest przez Marszałka Województwa Podlaskiego. Za pobyt w ośrodku 70% kosztów utrzymania pokrywają mieszkańcy, a pozostałą kwotę gminy, które kierują tu swoich podopiecznych. W tym domu mieszka 20 osób z powiatu hajnowskiego. Miesięczne utrzymanie jednej osoby wynosi ok. 3 tys. zł i jest to stawka należąca do najniższych w regionie, ale dla chorych wcale nie oznacza życia na niskim poziomie. Odbywa się to kosztem bezustannego stresu i intensywnych działań wszystkich pracowników, aby nie dopuścić do sytuacji, które mogłyby wywołać kryzys egzystencjalny. Przez te wszystkie lata nic takiego się nie wydarzyło, bo czuwają dwie najważniejsze osoby: dyrektor Izabela Konikowska i specjalista d/s. opiekuńczo medycznych – zastępca dyrektora Halina Sakowicz. Chorzy otoczeni są bezwarunkowym wsparciem i bardzo troskliwą opieką. Pilnuje tego personel działu terapeutyczno – opiekuńczego, czyli: pielęgniarki, terapeuci, pracownicy socjalni, rehabilitanci, instruktorzy kulturalno – oświatowi, opiekunowie i pokojowe, a także psycholog, psychiatra i lekarz rodzinny. W kuchni przygotowywane są domowe posiłki, zawsze do wyboru. Terapia dostosowana jest do stanu zdrowia, ale też do zainteresowań, talentów i indywidualnej potrzeby samorealizacji. Pracownie: plastyczna, haftu i szycia, kulinarna, garncarska, stolarska, komputerowa – to miejsca kreatywne, gdzie można zdobyć wiedzę i odnieść sukces. Dostępna jest sala rehabilitacyjna, biblioteka, a dla osób uzależnionych grupa wsparcia. Na terenie DPS działa grupa teatralna „Promyk”, która zdobywa nagrody i wyróżnienia w przeglądach i konkursach. Mieszkańcy uczestniczą w wycieczkach, wyjeżdżają na imprezy do innych domów, ale też zapraszają do siebie. Mają liczne okazje do zaprezentowania własnych talentów artystycznych. Wśród mieszkańców jest wiele bardzo uzdolnionych osób.

Generalnie w domach pomocy społecznej mieszkańcy muszą mieć zapewnioną opiekę medyczną, pielęgniarską, terapię i wyżywienie. W tym przypadku w ośrodku panują warunki zbliżone do sanatoryjnych, także z racji otoczenia. DPS położony jest nad brzegiem Zalewu Siemianówka, otoczony sosnowym lasem, z rozległym terenem rekreacyjnym i sportowym. Jest cicho i czyste powietrze. W przypadku chorób psychicznych wszystkie czynniki terapeutyczne mają znaczenie. Także te wynikające z pięknego otoczenia i nadzwyczaj przyjaznej atmosfery, która w tym domu jest wartością najwyższą. Żadne leki nie pomogą jeśli człowieka nie otacza miłość, troska i bezustanna dbałość o jego samopoczucie.

 

Założyciele Stowarzyszenia na Rzecz Hospicjum w Hajnówce bardzo dziękują przedsiębiorcy panu Michałowi Pucowi za darmowy transport, dzięki któremu do opisanego DPS zostały dostarczone używane meble. Przedsiębiorstwo „Domlux – market” Michał Puc – „Mrówka” ul. Batorego 20 od lat stanowi dumną wizytówkę miasta.

Kontakt:

e-mail: handel@dom-lux.com.pl

tel. 85 876 76 12, fax: 85 876 76 10

Dziękujemy też za obrusy przekazane przez Restaurację „Leśniczankę” przy ul. Armii Krajowej 26. Jest to świetny lokal na wesela, studniówki, chrzciny, tanie obiady grupowe, przyjęcia okolicznościowe zgodnie z zamówieniem.

Kontakt:

e-mail: restauracjaleśniczanka@wp.pl

tel. 604 611 347

 

Proszę, odzwyczajajcie się Państwo od tego adresu. Wkrótce przestanie działać, jakby go nigdy nie było. Nowy, jedyny aktualny, jest u góry, a blog bardziej atrakcyjny. W każdą niedzielę zamieszczam nowy tekst.  Życzę dobrej, ciekawej lektury i miłego wypoczynku.

Jest zasada, o której stanowczo za często zapominamy:

„jeśli umiesz kogoś poprosić, powinieneś też umieć podziękować”.

Mamy z tym problem i czas się opamiętać. Nikt nie musi czegokolwiek dla nas robić, chyba że jesteśmy małoletnimi dziećmi. Ale świat funkcjonuje inaczej. Jest pełen zależności, a my na ogół nie jesteśmy samowystarczalni. Za to mamy pewną paskudną cechę – roszczeniowość. Potrzebujemy, wymagamy, żądamy, ale w zamian nie oferujemy niczego, nie mówiąc o magicznym słowie „dziękuję”. Tacy jesteśmy, ale wcale nie musimy być.

W uzasadnionych przypadkach pomagać trzeba zawsze i wszędzie. Nie wolno odwracać się od potrzebujących. Ale ci, którzy pomoc uzyskują, jeśli już nie potrafią mówić, niech się przynajmniej uśmiechną.

Mam w dalszej rodzinie mężczyznę, który pomimo czworga dzieci, nigdy nie splamił się żadną pracą. Próbowałam z nim o tym rozmawiać, ale obchodziło go jedynie, na jaką pomoc z mojej strony może liczyć. Nie mógł na żadną. To chłop jak dąb, który nigdy i nigdzie nie pracuje, bo zawsze za mało mu płacą. Nie ma żadnego wykształcenia poza podstawówką, za to do perfekcji opanowaną manipulację i niesamowitą wiedzę, gdzie i kiedy może otrzymać wsparcie dla ubogich rodzin. Przeważnie człowiek wstydzi się swojej biedy, ale on zrobił z niej religię. W miarę upływu lat jego roszczeniowość stała się agresywna, bo wieloletnie rozczarowanie światem, który nie wynagradza za samo istnienie, doprowadziło do gniewu.

Dużo złego spowodowały nauki domorosłych kouczów, czyli trenerów rozwoju osobistego nawołujących do zobaczenia w sobie orła, który przypadkiem znalazł się w stadzie kur. Metafora nie jest potrzebna osobom, które rodzą się z poczuciem wyjątkowości i przekonaniem, że nikt bardziej od nich nie zasługuje na szczęście. Zasługiwanie a osiąganie to odległe bieguny i na ogół dzieli je droga dostępna wyłącznie dla osób, które w pokonanie jej wkładają dużo pracy. Będziemy się rozwijać tylko wtedy, kiedy odrzucimy myślenie, że wszystko się nam należy za samo istnienie i ktoś inny, bliżej nieokreślony, ma zapewnić to, czego potrzebujemy, a najlepiej w nadmiarze. Kościół przytomnie lansuje teorię, że Bóg pomaga tym, którzy sami sobie pomagają. Manna nie leci z nieba, choć wiele osób uporczywie jej wypatruje.

Wg Biblii podczas 40. lat wędrówki Izraelitów po pustyni Synaj, Bóg spuszczał z nieba pożywienie i dzięki temu przetrwali. Ale w naszym życiu manna /oprócz kaszy/ to coś przypadkowego, zysk tyle nie zasłużony co nie zapracowany. Rzadko się zdarza, aby przyszedł łatwo i bez wysiłku.

Z powodu samego istnienia nic się nam nie należy. Nikt nie musi nam niczego zapewniać. Będziemy się rozwijać, jeśli przyjmiemy to do wiadomości. Nie wolno pielęgnować w sobie sztucznych potrzeb i aspiracji, bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Poczucie wyjątkowości, przesadne oczekiwania, nieuzasadnione poczucie wyższości skutecznie burzą w nas wewnętrzną równowagę, która jako jedyna może wskazać właściwą drogę do samych siebie. Jeśli swoim postępowaniem nie wprowadzamy zmian na lepsze, nigdy, ale to nigdy nie powinniśmy krytykować złych relacji ze światem, bo akurat w tym wypadku świat zawinił najmniej.