Ze względu na swoich czytelników z innych stron kraju i ze świata często odwołuję się do Hajnówki i powiatu hajnowskiego. Zależy mi, abyście wiedzieli Państwo skąd dla Was piszę i zainteresowali moim regionem. Powiat hajnowski istnieje od 1999 roku. Jest to ok. 1624 km2 terenu tylko w połowie zurbanizowanego, bo resztę pokrywają lasy. Mieszkańców jest prawie 45 tys. Są to głównie Polacy, Białorusini i Ukraińcy – katolicy i wyznawcy prawosławia. Demokratyczną władzę sprawuje rada powiatu wybierana co 4 lata. Spośród siebie powołuje starostę, zastępcę starosty i członków zarządu powiatu. Przez pierwsze 4 kadencje funkcję starosty powierzano człowiekowi z honorowym tytułem TW. Zostawił po sobie tak potężne zadłużenie, że obecny starosta Mirosław Romaniuk dokonuje cudów, aby powiat wyciągnąć z zapaści. Niemniej w stosunku do zadłużenia radni pobierają zbyt wysokie diety, które sami sobie ustalili nie zważając, że są zabójcze dla zrujnowanego budżetu. Stowarzyszenie na Rzecz Hospicjum w Hajnówce długo starało się zainteresować ich pilną potrzebą powołania hospicjum przy szpitalu hajnowskim, ale nikt nie chciał podjąć tematu na sesjach. Było to o tyle dziwne, że osoby wybrane przez mieszkańców powiatu odwróciły się od swoich wyborców zamiast od razu rozpocząć działanie. Założyciele stowarzyszenia nie poddają się łatwo i postawili na młodego człowieka, wiceprzewodniczącego tej rady Andrzeja Szwarca. Jako jedyny zrozumiał i ani chwili się nie wahał. 26.10.2017 r. podczas 26 sesji Rady Powiatu Hajnowskiego odczytał informację, którą stowarzyszenie skierowało do mieszkańców miasta i powiatu:

W Hajnówce przy szpitalu istnieje opieka długoterminowa i przyjęło się, że to hospicjum. Jest to opieka mająca zdrowie przywracać i błędna informacja, która funkcjonuje, przynosi wiele szkody. Jest Dom Miłosierdzia Samarytanin, ale to też nie hospicjum tylko zakład opiekuńczy. W obu tych placówkach podstawą do przyjęcia jest gwarantowana płatność za pobyt. W mieście potrzebna jest dodatkowa placówka, mianowicie hospicjum. Nie wiadomo z jakiego powodu przez wiele lat władze powiatu nie doprowadziły do jej powstania, bo od początku, kiedy rozpoczął działalność szpital taka możliwość była i prowadzenie jej nie stanowiło problemu. W kwietniu br. powstało Stowarzyszenie na Rzecz Hospicjum w Hajnówce, które uświadamia mieszkańcom /także powiatu/, jaką społeczną stratę ponoszą bez hospicjum w mieście i jakie to ważne wobec narastającej ilości chorób nowotworowych. Hospicjum jest miejscem, gdzie przebywają osoby w ostatnim stadium choroby nowotworowej, bez nadziei na wyleczenie. Jakkolwiek delikatnie by do tego podchodzić w hospicjum po prostu się umiera, ale jest się też otoczonym najlepszą opieką. Opieka paliatywna polega na tym, że nie ma prawa boleć, co jest zazwyczaj główną przyczyną cierpienia. Chorym zapewnia się fizyczny i psychiczny komfort odchodzenia, co w terminalnym okresie w domu jest trudne i często niemożliwe, a szpitale na swoje oddziały takich chorych nie przyjmują. Niepojęte, jak mogło do tego dojść. W dodatku funkcjonujące na terenie miasta i powiatu hospicjum domowe prowadzi prywatna firma medyczna z Białegostoku, która nie ukrywa, że na tym terenie zarabia posiadając na usługi domowe kontrakt z NFZ. Takie rzeczy mogą dziać się wyłącznie w mieście, gdzie władze nie dbają o swoich mieszkańców i należy mocno się zastanowić, czy takie władze są w ogóle potrzebne. Tworzenie trudności i komplikowanie sprawy, także publiczne stwierdzenie dyrektora szpitala podczas sesji miejskiej, że prowadzenie hospicjum jest nierentowne, zakrawa na żart. Umieranie także dla chorych jest nierentowne, bo tracą wszystko co w obecnym życiu kochają i posiadają. Od radnych powiatu oczekujemy pomocy i wsparcia, aby hospicjum przy hajnowskim szpitalu powstało jak najszybciej.

Jeśli oglądaliście Państwo transmisję, słyszeliście zapewne odpowiedź starosty i bezmyślnie obelżywą przewodniczącego rady. Starosta nie podejmuje decyzji jednoosobowo, nawet gdyby bardzo tego chciał. Współpracuje z nim czterech członków zarządu powiatu i reszta rady. Należy przez to rozumieć, że jeśli niechętny jest zarząd, nawet najlepsze inicjatywy starosty nie mogą być realizowane. Jednak władze stowarzyszenia nigdy nie pozwolą, aby lekceważąco podchodzić do sprawy hospicjum, bo wszystkim nam może być potrzebne szybciej niż chcielibyśmy tego dla siebie czy swoich rodzin. Sojusznicy w tej sprawie powinni wywodzić się głównie z rad powiatu i miasta, bo są one czynnikiem decyzyjnym i mają obowiązek działać zgodnie z potrzebami ludzi, którzy ich wybrali. Nie wiadomo skąd się to bierze, że po wyborach stają się dla ludzi niedostępni. Pozostaje mieć nadzieję, że zweryfikują to wybory za rok, bo w przeciwieństwie do malejącej świadomości radnych wynagradzanych za pracę dla nas, wzrastają wymagania i świadomość wyborców.

TW – osoba świadomie i dobrowolnie współpracująca ze Służbami Bezpieczeństwa PRL.

O ludziach, którzy karmią innych, zawsze myślę ze wzruszeniem. Nabywanie produktów lokalnych dawno przestało być światową modą, nastąpiło świadome odżywianie coraz bardziej podupadającego na zdrowiu społeczeństwa. Mieszkańców Hajnówki zaopatrują właściciele gospodarstw rolnych i ogrodniczych z terenu powiatu. Po latach na miejscowym rynku są jak członkowie rodzin, którzy niezawodnie przyjeżdżają z jedzeniem. Chociaż nie znam ich nazwisk, wiem którego dnia wybrać się po zakupy, bo będą moi ulubieni dostawcy. Oni sami pewnie nie mają świadomości jak ważną rolę pełnią w naszym życiu, bo po prostu najlepiej jak potrafią wykonują pracę, którą sami sobie wybrali albo jako spadkobiercy odziedziczyli po rodzicach i dziadkach.

bazarek1Jerzy Pietruczuk mieszka we wsi Kuraszewo w gminie Czyże, 14 km od Hajnówki. Jego gospodarstwo to 16 hektarów, na których rosną warzywa i pszenica. Różnorodność spowodowana jest zmianowaniem, bez którego nie byłoby plonów, bo po warzywach ziemia musi co najmniej 4 lata odpoczywać. Gospodarstwo odziedziczył po rodzicach i od 1990 roku jest jego prawowitym właścicielem. Pracuje z żoną Haliną, czasem pomaga syn, sezonowo zatrudnia też obcych. Sprzedaż bezpośrednio dla klienta rozpoczęli rodzice i trwa to już ponad 30 lat. Nic dziwnego, że klienci traktują go jak kogoś bliskiego. Światowy trend w Hajnówce funkcjonuje od bardzo dawna i kto wie, czy jego filozofia właśnie stąd się nie rozeszła.

Bardzo lubię rozmawiać o jedzeniu prosto z pola i z ogromną wdzięcznością kupuję żywność od ludzi, którzy wytworzyli ją własnym staraniem i pracą. Całe rodziny, często nie wyłączając dzieci, zajmują się procesem produkcji i może dlatego tak wielu wrażliwych i dobrych ludzi mieszka na Podlasiu. Możliwe, że to jedyny na świecie region gdzie można przeżyć z pominięciem hurtowni i sklepów. Ludzie, którzy wyjechali stąd w młodości chętnie wracają, bo ciągle funkcjonuje tu pojęcie ojcowizny.

O Hospicjum Dom Opatrzności Bożej w Białymstoku przy ul. Sobieskiego 1 pisałam 21 maja, po wizycie założycieli Stowarzyszenia na Rzecz Hospicjum w Hajnówce. Joanna Bińczycka, Piotr Mirończuk i Piotr Skiepko zostali zaproszeni przez doktora Tadeusza Borowskiego – Besztę i spotkali się z założycielami tego hospicjum, które właśnie obchodziło jubileusz ćwierćwiecza. 14 października w placówce odbyła się II Międzynarodowa Konferencja na temat opieki hospicyjnej i postępowania terapeutycznego. Referat doktora Jana Szafrańca – lekarza, psychologa i polityka został wydany i rozpropagowany w formie broszury zatytułowanej „Słowa, wzruszenia, uczynki w posłudze hospicyjnej”. Nie wystarczy rozumieć cierpienie i współczuć, potrzebne jest jeszcze działanie, bo najwyższym miłosierdziem jest uczynek wyrażony w posłudze fizycznej, kiedy trzeba „nakarmić, napoić, przyodziać, w dom przyjąć, pocieszać, nawiedzać, grzebać”. W Hospicjum Dom Opatrzności Bożej każdego dnia chorzy i ich rodziny stają z lękiem przed nieuniknionym, a wtedy zrozumienie i działanie jest jedynym oparciem i szansą na przetrwanie rozpaczy. Dla personelu to nieustanne trwanie we wrażliwości, uczuciach i dobroci.

Po kilkuletnim remoncie elewacji niedawno zakończyły się prace nad odnowieniem ostatniego bloku na hajnowskim os. Millenium. Tego, w którym mieszkam, i który został oddany do użytku w 1955 roku, a w dodatku jest moim rówieśnikiem. Dla mnie ta zbieżność jest magiczna, bo razem się starzejemy, a taki proces powinien odbywać się z klasą. Przed remontem blok udekorowany był białoruskimi wzorami stworzonymi przy pomocy szablonu.
blok1Lubiłam je, ale nie musi być zawsze tak samo, tym bardziej że zewnętrzna warstwa się sypała i przy okazji na 10 osiedlowych bloków opracowano nowe wzory. Przetarg na renowację tego bloku wygrała firma Sato Dev z Białegostoku. Elewacja zawsze chroni, a w tym wypadku także dociepliła mury. Składa się z kilku warstw, z czego ostatnia jest dekoracyjna. Pracowali nad tym codziennie, niezależnie od pogody, od wczesnego rana do wieczora Marek Perkowski /z lewej/ i Krzysztof Wiszowaty.
blok2Kiedy patrzyłam jak dźwigają wiadra z zaprawą, sama się uginałam pod ich ciężarem. Pracowali ponad siły, czego akurat nie pochwalam, bo zdrowia potrzebują dla siebie i swoich rodzin. Obserwuję ludzi i świat, ale nigdy nie widziałam, żeby ktoś pracował tak ciężko i z taką pasją. Elewację niemal w całości wykonali sami, inne osoby zatrudnione przez firmę pomagały zgodnie ze swoją specjalizacją. Przyjeżdżała też ekipa do składania i przenoszenia rusztowań. Wszyscy zostawili po sobie idealny porządek.
7.jpgTeraz osiedle jest piękne, tym bardziej że zadbano o infrastrukturę i wszystko jest nowe. Bloki są własnością gminy miejskiej, a zarządcą Zakład Gospodarki Mieszkaniowej. Mieszkańcy najchętniej współpracują z Grzegorzem Łukaszukiem, który całość nadzorował i zawsze pomaga ilekroć zdarzają się problemy wymagające interwencji. Jego osobiste zaangażowanie i empatyczne podejście do wszystkich spraw dają poczucie bezpieczeństwa i gwarantują lokatorom ratunek w razie potrzeby. Pan Grzegorz ma naturę altruisty i prywatnie też pomaga ludziom, ale nigdy o tym nie mówi.

Prosicie mnie Państwo w mailach o wyjaśnienie różnych kwestii odnośnie hajnowskich wspólnot mieszkaniowych. Zapewniam, że nad tym pracuję.

Na świecie 320 mln osób choruje na depresję. Plus te, które nie pozwalają się zdiagnozować myśląc, że samo przejdzie. W Polsce chorych jest 1.5 miliona. Ponad połowa z tych 320 milionów ma myśli samobójcze. Z tego powodu codziennie umiera 3800 osób. To po nowotworze największy problem zdrowotny na świecie. Czy wystarczy, czy jednak powinnam rozwinąć temat? Proszę, abyśmy opamiętali się we wszystkim, co jest złe w naszym życiu. Ta nieprawdopodobna potęga chorób, przybierająca na sile z każdym rokiem, ma szansę zabić każdego. Dlatego bądźmy dobrymi ludźmi póki żyjemy, bo prognozy niczego nie gwarantują nam na przyszłość.

30 września w Hajnowskim Domu Kultury odbył się wieczór towarzyski zorganizowany przez Stowarzyszenie na Rzecz Hospicjum w Hajnówce. Założyciele zaprosili wszystkie osoby, które wspierają starania o hospicjum w Hajnówce. Wszyscy się zgadzają, że brak takiej placówki przy szpitalu jest poważnym zaniedbaniem, które jak najszybciej trzeba naprawić. Spotkanie było okazją do rozmów o dalszych działaniach mieszkańców, bez których władze szpitala i powiatu najchętniej nie podejmą tematu, choć hospicjum w mieście jest tak samo ważne jak np. przedszkola. Kiedy jedno pokolenie wchodzi do społeczeństwa, inne robi mu miejsce i nie wolno udawać, że jest inaczej. Założyciele stowarzyszenia zapewnili wszystkim dobrą zabawę, głównie dzięki Piotrowi Skiepko, który jest utalentowanym muzykiem. Jako wokalistka towarzyszyła mu Anna Karetko, która należy do zespołu „Narewczanki” prowadzonego przez pana Piotra.
2Joanna Bińczycka (na zdjęciu z lewej) i Piotr Mirończuk z żoną jako gospodarze zadbali o dobrą atmosferę.

34

Walentyna Mirończuk od założenia stowarzyszenia jest jego dobrym duchem i doskonałym łącznikiem z mieszkańcami miasta. Organizatorom bardzo pomagał Zbyszek Kujawa – bezinteresownie życzliwy i hojny uczestnik spotkania. Słodkie wypieki podarowali: Andrzej Borowik, piekarnia „Podolszyńscy” i Pracownia Tortów Cukrowe Fantazje. Pracownia stworzyła już nową wystawę na swoim sklepie przy ul. 3 Maja 41 i zgodnie z jej klimatem zmieniła częściowo asortyment na jesienny.

5Hojnością wykazali się wszyscy zaproszeni goście i dzięki ich darowiznom w ciągu jednego wieczoru konto stowarzyszenia powiększyło się o kwotę 820 zł.

1Materialnie wsparte zrozumienie jest najlepszym wskaźnikiem jak bardzo wspólna jest sprawa hospicjum. Założyciele stowarzyszenia dziękują wszystkim za dobry, radosny i bardzo miły wieczór.

Autorem zdjęć jest Jakub Kośko

8 września poznaliście Państwo Sylwię z Anglii, a dziś mamy gościa z Holandii. Prowadzi bloga i choć o tym nie marzyła realizuje się jako blogerka. Przekazuje wiedzę, która ważna jest także dla innych i wypełnia tym wolny czas. Poza tym piecze, gotuje, hoduje rośliny na balkonie, zajmuje się swoimi zwierzętami, zwiedza, fotografuje i zachwyca światem, który dosyć późno stał się dla niej szczęśliwy.

Bozena

 

 

 

 

 

 

 

 

Mam na imię Bożena, od pięciu lat mieszkam w Amsterdamie, w mieszkaniu na V piętrze i próbuję się tu odnaleźć, choć jeszcze czasem czuję się zagubiona. Prowadzę zwykłe życie kobiety domowej, żony i okazjonalnie babci, która każdego ranka odprawia męża do pracy, a potem tęskni i czeka z obiadem. Bardzo to lubię, bo napracowałam się w życiu i namartwiłam, a teraz mam czas na samorealizację. O odkryciach kulinarnych, muzycznych i wielu innych opowiadam na blogu czarymarycodzienności.blog.pl, zamieszczam zdjęcia, mam także swój instagram. Moje dwie córki w Polsce są najwierniejszymi czytelniczkami. Do Holandii przyjechałam prawie 5 lat temu do męża, który podjął tu pracę, kiedy urodziła się nam córka z porażeniem mózgowym i potrzebne były pieniądze na leczenie. Teraz jest dorosła i prowadzi w miarę samodzielny tryb życia. 20 lat bezustannych starań o jej sprawność, wyrzeczenia i samotność nauczyły mnie, że życiem trzeba się cieszyć i celebruję je jakby każdy dzień był świętem. Początkowo podjęłam pracę przy sprzątaniu rozrzuconych po całym mieście biur. Miałam do dyspozycji rower i mapę, ale i tak wiele razy się zgubiłam. W efekcie poznałam miasto i to była dobra strona. Zrezygnowałam z ulgą kiedy tylko się okazało, że muszę zapłacić podatek przewyższający moje dochody z uwagi na zarobki męża. 3 lata uczyłam się języka niderlandzkiego na kursach dla imigrantów. Amsterdam jest stolicą Holandii, ale większość instytucji rządowych i przedstawicielstw zagranicznych znajduje się w Hadze. Wprawdzie to największe miasto w kraju, ale i tak tylko 2 razy większe niż Białystok w Polsce. Przecina je sieć kanałów charakterystycznych i podziwianych na całym świecie. Turystów, zwłaszcza młodych, szczególnie cieszą miejsca, gdzie do kawy można legalnie zamówić jointa z marihuaną. W Polsce mieszkałam na zachodzie kraju, ale moi rodzice pochodzili z kresów wschodnich więc tym bardziej mi miło, że mogę poczytać o Hajnówce na blogu pani Teresy. Kupiłam książkę o szeptuchach na tym terenie i nie mogę wyjść z podziwu, że jest jeszcze w Polsce region, gdzie nadal leczą znachorki – szeptuchy. To fascynujące i bardzo tajemnicze. Niczego nie kwestionuję jeśli tylko pomaga ludziom. Na moich terenach w Polsce ludzie chętnie leczą się ziołami. Przywożę je do Holandii jako zestaw pierwszej potrzeby w niektórych przypadłościach. Z oddalenia bardziej doceniam i szanuję charakterystyczne dla regionów cechy, bo dzięki nim wyróżniamy się barwnością na tle innych krajów.

Na blogu publikuję w każdą niedzielę, nieraz też w sobotę. Nie zamieszczam komentarzy Państwa, ale wszystkie czytam i zawsze odpisuję. Czasem nawiązuję bliski kontakt z Czytelnikami, co jest wielką radością i przywilejem autorki, ciągle schowanej za literkami. O swoich sprawach piszcie na adres mailowy podany w czołówce.

Religia i wiara – dwa pojęcia, które utożsamiamy nie zważając, że oznaczają coś innego.

Religia to pełna czci postawa człowieka, a wiara – mocne przeświadczenie, że istnieją istoty i zjawiska nadprzyrodzone, których się spodziewamy.

Czasem ludzie dostrzegają granicę światów, czasem nie, ale prawie nikt z nas nie wątpi, że istnieje. Dla mnie to rzeczywistość, której nigdy nie podważam. Wiara pomocna jest w różnych sytuacjach życiowych. Kiedy tracimy naszych bliskich, tylko wiara pomaga ocalić siebie i dalej funkcjonować w doczesnym świecie.

Od zarania dziejów o granicy światów powstawały opowieści, jednak nic nie przebije mitów starożytnej Grecji. Jeden z nich dotyczy podziemnego świata zmarłych. Bogiem umierających był podstępny i bezlitosny starzec o imieniu Charon. Zawsze ubrany w strój niewolnika, bez jednego rękawa i w okrągłym kapeluszu osłaniającym szpetną twarz. Przewoził dusze przez rzekę Styks stanowiącą granicę między światami. Za przeprawę brał jednego obola, dlatego rodzina zawsze umieszczała przy zmarłym monetę. Nikt żywy nie miał wstępu do jego łodzi. Charon sterował, a dusze zmarłych musiały wiosłować. U bram podziemnej krainy, pod którą płynął ognisty strumień, witał ich przyjazny trzygłowy pies Cerber, ale zmieniał się w potwora, jeśli tylko chcieli zawracać. Był jedynym pomocnikiem Hadesa, boga budzącego strach, a jednocześnie nadzwyczaj sprawiedliwego, o żelaznej zasadzie przybywania do jego królestwa na wieki. Hades wyróżniał się spośród bogów zwykłym życiem. Był dobrym bratem, dobrym mężem Persefony, którą uprowadził z ziemi, i hojnym władcą niezmierzonego bogactwa w swoim świecie. Sędziami podziemia byli Minos, Ajakos i Radamantys. To oni ważyli błędy i dobre uczynki dusz, po czym nieśpiesznie kierowali do jednej z trzech części hadesu, przeznaczonej według zasług. Jeśli już ktoś wszedł do tego świata, nigdy więcej nie mógł go opuścić. Bóg Hades czasem pojawiał się na Ziemi. Nosił wtedy czapkę z psiej skóry, która czyniła go niewidzialnym. Dzięki temu żaden żywy człowiek się nie bał, że został naznaczony jego obecnością.

Nie jest ważne w co kto wierzy. Byle wiara była miłością, a pożegnania pochodziły z samej głębi kochających serc.