O Zakładzie Pielęgnacyjno – Opiekuńczym przy hajnowskim szpitalu pisałam 30 października 2016 roku. Jest to opieka długoterminowa i stosuje leczenie według wskazań medycznych. W świadomości hajnowian zakład funkcjonuje jako hospicjum, ale absolutnie nim nie jest. Jak dotąd w Hajnówce nie ma hospicjum.

Istnieje jeszcze inna forma opieki, czyli Zakład Opiekuńczo – Leczniczy na 13 łóżek, usytuowany przy Oddziale Płucnym. Służy osobom, które ze względu na stan zdrowia wymagają całodobowej opieki, pielęgnacji i rehabilitacji, co ma przywrócić albo przynajmniej to zdrowie poprawić. Nie mogą być przyjmowane osoby chore psychicznie, uzależnione od narkotyków lub alkoholu, z chorobą zakaźną ale też z rozpoznaną chorobą nowotworową. O przyjęciu decyduje ocena wg skali Barthel, podobnie jak w opiece długoterminowej.

Należy pamiętać, że ZOL nie jest domem pomocy społecznej. Nie mogą trafić tu osoby, które nie kwalifikują się do leczenia albo wymagają opieki z powodu trudnej sytuacji socjalnej. Świadczenia zdrowotne w zakładzie finansuje NFZ, ale koszty wyżywienia i zakwaterowania ponosi sam pacjent.

Co to jest skala Barthel?

To po prostu 10 punktów, które wskażą czy poradzimy sobie bez opieki i leczenia czy też nie. W Polsce wprowadził ją minister zdrowia w 2010 roku. Diagnozuje, jakie czynności chory może wykonywać samodzielnie, z czyjąś pomocą lub w ogóle. Na wniosek chorego dokumenty do ZOL wypełnia lekarz i pielęgniarka Podstawowej Opieki Zdrowotnej.

Czy wiecie Państwo jaki to krzew?

tawuła2To tawuła szara. Roślina piękna i nieskomplikowana. Odporna na mrozy, choroby, szkodniki i zanieczyszczone powietrze. Lubi wilgotne, słoneczne lub półcieniste miejsca, ale w każdych warunkach się zaadoptuje. Na ogół nie wymaga żadnych zabiegów pielęgnacyjnych poza usuwaniem starych i martwych pędów. Dorasta do dwóch metrów i taką samą średnicę osiąga w koronie. Imponująca zwłaszcza wiosną, kiedy zakwita jeszcze przed całkowitym pojawieniem się liści.

tawułaDrugie zdjęcie jest z internetu, bo do kwietnia tawuła odpoczywa i nie mogłabym pokazać Państwu obsypanej kwiatami. Nikt z nas nie jest obojętny na urodę roślin i wystarczy się zainteresować, aby do własnych ogrodów wybrać te, które będą cieszyły najbardziej.

Stowarzyszenie na Rzecz Hospicjum w Hajnówce szuka sprzymierzeńców wśród osób znanych, szanowanych, cenionych, sprzyjających ważnym społecznym przedsięwzięciom. Pierwszą osobą, z którą spotkali się założyciele stowarzyszenia jest Poseł na Sejm RP Tomasz Cimoszewicz, szczególnie zainteresowany problemami Podlasia.

aaaOd lewej: Piotr Skiepko, Tomasz Cimoszewicz, Joanna Bińczycka, Piotr Mirończuk.

Zdjęcie udostępnił Marek Bagrowski - asystent biura posła Tomasza Cimoszewicza

Ponownie zamieszczam zapomniany już tekst z bloga, bo ważny jest jednakowo dla wszystkich. Dbajcie Państwo o swoje zdrowie, bo kiedy się raz zepsuje bardzo trudno je odzyskać.

Mogłabym się zgodzić, że powtarzanie jest nudne, gdyby temat nie był taki straszny. Pasożyty to mordercy! Światowa Organizacja Zdrowia w szacunkowych danych podaje, że w ostatnich 10. latach zaraziło się nimi ponad 4,5 mld ludzi, a w ciągu roku umiera 14 mln. Pisałam o tym 3 lipca 2016 r., kiedy wyjeżdżaliście na wakacje, przypominałam 13 sierpnia, a teraz powtarzam, bo jeśli powróciliście Państwo z kraju i zagranicy, z lasów i ogrodów do swoich zajęć, zwróćcie uwagę na własną kondycję zdrowotną. Nie bez powodu tak dużo o tym piszę i ostatecznie postanowiłam opowiedzieć jak sama chorowałam i jak się leczyłam. Myślę, że zaraziłam się od ślimaków /ale to teoria/, bo w moim ogrodzie w żadnym razie ich nie brakuje. Ślimaki są nosicielami przywr, które w wielkiej ilości bytują w ich śluzie. Wystarczyło, że pełznący ślimak pozostawił smużkę śluzu, a ja na nią usiadłam i niewidoczne dla ludzkiego oka pasożyty przez skórę przeniknęły do krwi. To się mogło zdarzyć latem, a pierwsze objawy choroby wystąpiły w grudniu, kiedy już się obficie namnożyły. Przywry są prawie niewykrywalne, diagnoza pozostaje raczej w intuicji doświadczonego lekarza niż w badaniach. Przez wiele lat byłam jednym wielkim bólem bez szansy na wyzdrowienie. Wyniki wszystkich badań medycznych nie wskazywały, abym na cokolwiek chorowała, były tak dobre aż genialne i powoli zaczynałam uchodzić za osobę, która lubi się leczyć. A przecież nie lubię. Nie znoszę kolejek w przychodniach, leków i ich działań ubocznych. Ale ratunku szukałam, bo ból nie dawał mi żyć. Przez lata poznałam różne ośrodki medyczne, wielu specjalistów i przyglądałam się jak chętnie zbywają pacjenta, kiedy nie wiedzą co mu jest. Jacy bywają aroganccy, bezwzględni w pozbywaniu się problemu i chętnie go podrzucają kolegom z tego samego ośrodka. Aż wstyd, że mamy lekarzy, którym nie zależy. Wcześniej nie miałam takich doświadczeń. W Hajnówce na Podlasiu, gdzie od kilkunastu lat mieszkam, nie zetknęłam się z takimi lekarzami i nie wiedziałam, że istnieją choć dawno przestałam być naiwną panienką. Jako pacjentka spotykam się tu z empatią, szacunkiem, życzliwością i otrzymuję pomoc, po którą przychodzę. Ale pasożytów medycyna nie uwzględniała w diagnozach i być może nie traktowała poważnie. Nie czułam żalu żegnając się z życiem, bo wszystko było lepsze od bólu. Nie spodziewałam się też ocalenia, ale przyszło i pisałam o tym 3 lipca – /proszę, przeczytajcie Państwo jeszcze raz/. Jeśli moja historia nie przekonuje do zainteresowania się pasożytami w kontekście własnego zdrowia, to nie wiem co więcej mogę napisać.

 

Kiedy w naszych głowach szaleją żywioły, wydaje się, że wie o tym cały świat. Najdziwniejsze, że choć narastają, nikt nie biegnie nas ratować. Bo wiecie Państwo w czym problem? W braku komunikacji. Tej, której celem jest wymiana myśli, dzielenie się wiedzą, informacjami i ideami. Ale do tego potrzeba słów. Zamykanie się w sobie i oczekiwanie, że ktoś zgadnie o co nam chodzi, jest zwykłym nieporozumieniem. Tylko komunikacja może wywołać skutek, którego oczekujemy. Jako ludzie jesteśmy jednakowi. Nikt nie jest gorszy ani lepszy od innych, nawet sama królowa. Ale zamykamy się ze strachu. Boimy się ośmieszenia, niezrozumienia, zlekceważenia itp.  Jest też tak, że większy problem z komunikacją mają starsi. Młodzi otwierają się łatwiej i chętnie nawiązują relacje każdego typu. Może jednak od młodych warto się uczyć i nie udawać mądrzejszych?

Z przyjemnością oglądałam poetycki a przy tym niesamowicie zmysłowy teledysk, jakie się prawie nie zdarzają. Sofia Rotaru przez kilka minut śpiewa o swojej miłości, wydaje się szczęśliwa i spełniona, ale to tylko jej miłość. On nawet nie wie, że ktoś go kocha. /Ja jego lubiła, no on mienia nie naszoł /. Wakacje sprzyjają miłości, ale też złamanym sercom. Brak odwagi nie pozwala zrobić pierwszego kroku. A potem jest już rozstanie i tyle z tego kochania zostaje. Zachęcam do komunikacyjnej odwagi w każdej sprawie, a w uczuciach szczególnie. Żeby nie było łez i tęsknoty przeżywanej na własną prośbę. Mówmy innym co myślimy, co czujemy, jacy naprawdę jesteśmy. Nie każmy zgadywać prawdy o sobie, bo stajemy się bardziej interesujący jeśli mamy jakieś wady.

W komunikacji międzyludzkiej bardzo ważne są gesty, ale też wygląd, mimika twarzy czy ton głosu. Czasem jeden gest wart jest więcej niż milion słów. Trzeba nauczyć się rozumieć moc dotyku /podobnie jak uśmiechu/, słowami raczej uwodzić nie ranić, a podczas spotkań być przyjacielem nie wrogiem. We wszelkich kontaktach trzeba skupiać się na swoich mocnych stronach i w żadnym razie nie uwłaczać rozmówcom. Będzie łatwiej funkcjonować w trudnym świecie, kiedy wysyłane przez nas komunikaty pozostaną dla innych czytelne.