Publikuję na blogu w każdą niedzielę, czasem też w sobotę. Zapraszam Państwa do lektury i czekam na maile. Pozdrawiam wszystkich.

Gdybym była młodsza, pewnie opowiadałabym Państwu barwne historie z głębi małego miasteczka. Jednak dziś nic o tej głębi nie wiem i chciałabym opowiedzieć o Hajnówce jako miejscu do życia. O religiach już było 4 grudnia, kiedy przygotowywaliśmy się do świąt. Dominujące jest prawosławie i pewnie na tym należy poprzestać, bo niemal w każdym miejscu na świecie występuje wielowyznaniowość i wielokulturowość, co skutecznie chroni przed zgnuśnieniem. Jeśli oglądaliście Państwo film „U Pana Boga za piecem” to jakbyście widzieli mentalną stronę Hajnówki. Czas się tu zatrzymał i choćbyśmy zaklinali się że jest inaczej, nic nie wskóramy. Miasteczko ma prawie tyle samo ludności co powierzchni, trochę ponad 21 tysięcy. Perspektyw rozwojowych żadnych, nawet w najśmielszych planach. Łatwo jest tu rządzić, bo dobrotliwi i ugodowi mieszkańcy nie burzą się z byle powodu, nie demonstrują, niespecjalnie zabiegają o poprawę swego bytu zawierzając go władzom. Żyje się też łatwo pod warunkiem, że jest się emerytem, nie zabiega o pracę i nie rozbija układów towarzyskich. Nie czepiam się, taki model w małych środowiskach jest niezmienny i nie jest obiektem mojego zainteresowania. Bardziej obchodzi mnie jak miejsce do życia dopasować do swoich potrzeb, jak zbudować własną enklawę, żeby nie poddać się bylejakości. Wydaje się, że przede wszystkim trzeba chcieć. Pamiętajcie Państwo, jako jednostka mamy znaczenie tylko dla siebie samych i własnej rodziny. Nie istniejemy społecznie i tzw. rządzący różnych szczebli mogą się powoływać na nas we własnym interesie. Prawo głosu jako obywatele i mieszkańcy mamy tylko przy urnach. Dlatego w małym miasteczku należy się zrzeszać. W takie organizacje jakie nam odpowiadają, nie przyglądać się biernie, nie tolerować niczego co wydaje się niesłuszne czy złe. Potem można wymagać i oceniać, byle to było konstruktywne. Nie da się serio traktować pieniactwa, dlatego trzeba być poważnym partnerem w każdej rozmowie. Budowanie swego miejsca na ziemi nie zawsze jest łatwe, ale też nie zanadto skomplikowane przy właściwym podejściu. Znacie Państwo powiedzenie, że sukces ma wielu ojców? Proszę zwrócić uwagę jak łatwo rządzący podpinają się do naszych sukcesów. Muszą się czymś wykazać, a w małym miasteczku to wzajemnie adorujące się towarzystwo asekuruje się umiejętnie i robi coś dla nas tylko wtedy, kiedy nie ma innego wyjścia. Dlatego naszym działaniom musimy nadawać moc sprawczą i konsekwentnie się tego trzymać. Nie ma takiej zależności w układach międzyludzkich jak podleganie komuś, także władzom, choć bardzo się ta forma przyjęła. Domniemana podległość na każdej płaszczyźnie jest wyłącznie współpracą. Brońcie się jeśli widzicie, że ktoś te normy zmienia. Wymagajcie, decydujcie o sobie, bo tylko wtedy jesteście twórczy. A niczego nam bardziej w Hajnówce nie trzeba niż światłych umysłów i twórczych ludzi. Mówię to zwłaszcza do młodych, bo macie Państwo szansę na realizowanie swoich marzeń bez potrzeby uciekania do niepewnego świata. Dzięki Waszym dążeniom bardziej interesująca i lepsza może też być nasza starość.

Dzisiejsza autorka opowiada o swoim problemie z nadzieją na Państwa zainteresowanie. Jeśli zechcecie się z nią skontaktować, proszę pisać na mój adres mailowy: teresa.ozimek@wp.pl

Na imię mam Anna i jestem gruba. Nie odziedziczyłam otyłości po rodzicach i pewnie któryś gen zaszalał na tyle, żeby skutecznie uprzykrzyć mi życie. Zaczęłam tyć jako dwudziestolatka, kiedy byłam w ciąży z pierwszym dzieckiem. Dużo jadłam i waga szybko wzrosła o 30 kg. Dziecko po urodzeniu ważyło 2.5 kg, a ja 102. Za 4 lata urodziło się następne, a moja waga pozostawała na tym samym poziomie. Jedzenie sprawiało mi dużą przyjemność, niczego sobie nie odmawiałam. Dosyć szybko pojawiły się żylaki z komplikacjami, ulegałam kontuzjom kostki i kolana, zaczęły tworzyć się owrzodzenia, a stopy drętwiały. Pomogła laserowa operacja i nogi nie dokuczały mi przez 12 lat, a potem znów się zaczęło. Poddałam się skleroterapii żylaków, ale ponownie doszłam do takiego stanu, że trzeba je było szybko ratować w szpitalu. Stan zdrowia i duża otyłość kwalifikowały mnie do operacji zmniejszenia żołądka, ale bardzo się jej bałam. Tragedia w rodzinie w 2011 roku znacznie pogorszyła mój stan, objadałam się słodyczami, żeby nie zwariować i w szybkim tempie zapewniłam sobie 120 kg. To była górna granica jaką mogłam udźwignąć, przełamałam lęk i na oddziale chirurgicznym w Hajnówce poddałam się rękawowej resekcji żołądka. Byłam dobrze przygotowana przez operującego mnie lekarza i w taki sposób dałam sobie szansę na odzyskanie zdrowia. Następnego dnia po operacji miałam już 10 kg mniej, a zanim opuściłam szpital wygoiły się rany na nogach, zniknęły obrzęki i czułam się jak nowo narodzona. Nie chciało mi się jeść i musiałam pilnować, aby co trzy godziny pić wodę i spożyć mały posiłek. Ze szpitala wyszłam z zaleceniami jak mam dbać o swój nowy żołądek i jak się odżywiać, aby w pełni wróciło mi zdrowie. Weszłam w systematyczny proces chudnięcia, znacznie poprawiły się wyniki badań. Po ok. 4 miesiącach ważyłam 74 kg, z rozmiaru 52 zeszłam do 42. To było coś absolutnie nowego i wspaniałego. Prowadziłam aktywny tryb życia: chodziłam na basen, jeździłam rowerem, spacerowałam i mało jadłam. Nie gotowałam i nie piekłam, całkowicie wyzbyłam się chęci na słodycze. Przez ok. półtora roku nic nie wskazywało, że mój tryb życia się załamie i zaprzepaszczę własne osiągnięcia zdrowotne. Jednak nowy kryzys emocjonalny spowodował powrót do podjadania i dogadzania sobie. Zaczęłam gotować, piec i odrzuciłam ćwiczenia, choć jestem bardzo świadoma, że robię źle. Nikomu, po takiej operacji, nie pozwoliłabym wrócić do starych nawyków, a sama nie mogę się powstrzymać. Bardzo potrzebuję kontaktów z ludźmi, którzy przeszli przez to samo, abyśmy się mogli wzajemnie wspierać. Na pewno byłoby nam łatwiej gdybyśmy wymieniali się doświadczeniami, razem chodzili na basen i dotrzymywali sobie kroku w odchudzaniu. Bez tego nie dam rady.

 

Najchętniej bym nie sprzątała. Nie lubię, ale muszę. W większości jesteśmy takie same, wolimy kiedy ktoś za nas sprząta lub gotuje. I niektóre tak mają. Ale czy umiemy osoby do pomocy traktować z należnym szacunkiem, wdzięcznością, powiedzieć jak bardzo ważna jest ich praca? Niestety, nie umiemy. Mało wiem jak jest w domach gdzie pomaga ktoś obcy, ale wiem jak jest na osiedlu, na klatce schodowej w bloku, jak jest na chodnikach, które ktoś pracowicie dla nas czyści. Są dwa ważne słowa wymawiane z pogardą: kucharka i sprzątaczka. Nie wiem skąd się to bierze, pewnie mamy z przeszłości zakodowaną służebną rolę tych zawodów, ale bez nich jaśnie państwo zarosłoby brudem i umarło z głodu. Miałam szczęście poznać kiedyś panią Olgę Anchimiuk, która dożyła późnej starości, a umarła 35 lat temu. Jako młoda dziewczyna pracowała w pałacu carskim w Białowieży. Do leninowskiej rewolucji była najmłodszą gospodarską córką i jako jedyna w rodzinie przetrwała głód. Może dlatego, że potrzebowała najmniej, ale życie nie oszczędziło jej niczego złego. Pracę w pałacu carskim wspominała jako swój najlepszy czas, bo to co było przedtem wynikało z wydarzeń dziejowych, a co potem – sama sobie zorganizowała wychodząc za mąż za pijaczynę i lenia /jak mówiła/. Państwo, którym usługiwała, za wszystko dziękowało, a pod koniec dnia w fartuszku pełnym kieszonek znajdowała monety poza tygodniową wypłatą. W pałacu sprzątała pokoje, czyściła obuwie, odwieszała i podawała płaszcze, ale nie była służbą tylko Olesią. Dlaczego więc sto lat później, w wykształconym społeczeństwie, mijamy sprzątaczki jak kogoś niosącego zarazę i z obrzydzeniem odstawiamy talerze z jedzeniem przyrządzonym z największym oddaniem? Bo jesteśmy wredni. Bo się nam wydaje że jesteśmy lepsi, że stać nas na więcej i nie grzebiemy w garach lub śmieciach. Na mojej klatce jakiś obcy chłopak mijając panią, która myje schody plunął jej pod nogi, nie zważając że patrzę. Potem plunął pod moje, bo zwróciłam uwagę. Właśnie tak wychowujemy nasze dzieci. Nie kłaniamy się sprzątaczkom i kucharkom, poddajemy krytyce ich pracę, a one to słyszą. I same z siebie winy nie ponoszą. A może lepiej zatrzymać się i zapytać /także w obecności dzieci/, jak pani sobie radzi z naszymi schodami, czy może potrzebuje pomocy przy dźwiganiu wiadra, zaprosić na krótki odpoczynek przy herbacie, zapytać o zdrowie i rodzinę. Są duże możliwości wykazania się człowieczeństwem i należałoby z nich korzystać. Nigdy nie wiadomo czy w naszej sytuacji życiowej nie zajdą zmiany na tyle istotne, że zajmiemy ich miejsce i bardzo będziemy się tej pracy trzymać.

Gdyby moje życie potoczyło się inaczej, pewnie bym teraz Państwu sprzątała lub gotowała. I jak miałabym wytłumaczyć, że zasługuję na szacunek?

Kiedy 6 listopada 2016 r. publikowałam na blogu artykuł o braku w Hajnówce hospicjum stacjonarnego, zdawałam sobie sprawę, że dotykam tematu najważniejszego i z niezrozumiałych względów przez lata pomijanego przez władze miasta, powiatu i dyrekcję szpitala. 30 listopada, na XXII sesji miejskiej, zapytany przez radnych o hospicjum dyrektor szpitala /także radny miejski/ odpowiedział: cyt. -„W Hajnówce nie ma hospicjum”. Nie wypowiedział się jednak na temat funkcjonowania tu słabych usług w zakresie hospicjum domowego świadczonych przez białostocką spółkę, nie odpowiedział też dlaczego spółka w informacji internetowej podaje adres hajnowskiego szpitala, a telefon w Białymstoku. W dalszym ciągu czekamy na odpowiedź jaka umowa obliguje dyrektora do utrzymywania takiego stanu? Po publikacji poprosiłam o opinię burmistrza, starostę i dyrektora szpitala. Odpowiedzi przytaczam bez skrótów:

Burmistrz Hajnówki pan Jerzy Sirak, 24.11.2016:

W odpowiedzi na Pani pismo w sprawie utworzenia w Hajnówce hospicjum, odnosząc się do Pani uwagi zawartej w ww. piśmie, która dotyczyła m.in. zorganizowania hospicjum w strukturach i na bazie funkcjonującego w mieście szpitala uprzejmie informuję, że organem prowadzącym hajnowski szpital tj. SP ZOZ jest Powiat Hajnowski. W związku z powyższym Burmistrz Miasta Hajnówka nie jest organem uprawnionym do powołania hospicjum w strukturach hajnowskiego szpitala. Hospicjum może zostać utworzone m.in. przez organizacje społeczne. Jeżeli SP ZOZ w Hajnówce lub organizacje pozarządowe będą zainteresowane utworzeniem w mieście hospicjum, przedstawię Radzie Miasta Hajnówka propozycję dofinansowania organizacji takiej placówki.

Zastępczyni starosty hajnowskiego pani Jadwiga Dąbrowska, 24.11.2016:

W odpowiedzi na pismo w sprawie potrzeby utworzenia hospicjum, Starostwo Powiatowe w Hajnówce uprzejmie informuje, że po zasięgnięciu opinii instytucji związanych ze służbą zdrowia oraz jednostek podległych sprawa powstania hospicjum jest bardzo trudna i wielowątkowa. Po pierwsze w naszym mieście aby utworzyć hospicjum potrzebny jest lokal /obecnie zarówno powiat jak i jego jednostki nie posiadają odpowiedniego lokalu/. Po drugie ewentualny lokal potrzebować będzie remontu i dostosowania do potrzeb tego typu placówki /w związku  z tym potrzebne będą dodatkowe środki finansowe na ten cel, których na obecną chwilę nie posiadamy/. Po trzecie i najważniejsze w całym działaniu logistycznym KONTRAKT z Narodowym Funduszem Zdrowia /na chwilę obecną nawet posiadanie wyposażonego lokalu nie gwarantuje otrzymania kontraktu z NFZ/. Ponadto informujemy, że w zasobach Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Hajnówce funkcjonują obecnie trzy Zakłady, które zajmują się opieka nad pacjentami wymagającymi stałej opieki i pielęgnacji: Zakład Pielęgnacyjno – Opiekuńczy, Zakład Opiekuńczo – Leczniczy oraz nowo powstały Dzienny Dom Opieki Medycznej. Tym niemniej rozumiejąc ogromną potrzebę zapewnienia stałej opieki osobom w stanie terminalnym, Starostwo Powiatowe w najbliższej perspektywie podejmować będzie kroki celem zapewnienia tej opieki. 

Dyrektor szpitala pan Grzegorz Tomaszuk, 30.11.2016, otrzymałam 7 grudnia:

W odpowiedzi na Pani zapytanie w sprawie utworzenia hospicjum stacjonarnego informuję, iż zasady i tryb udzielania świadczeń medycznych ze środków publicznych ściśle uregulowane są stosownymi przepisami. Zgodnie z ustawą z dnia 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych zawarcie umowy o udzielanie świadczeń z zakresu stacjonarnej opieki hospicyjnej i paliatywnej, możliwe jest wyłącznie po przeprowadzeniu postępowania konkursowego przez NFZ. Ostatnie takie postępowanie w województwie podlaskim ogłoszone było w 2011 roku. Obecnie umowy na tego rodzaju świadczenia są wyłącznie przedłużane. Trudno więc jest przewidzieć kiedy i czy w świetle planowanej przez Ministerstwo Zdrowia zmiany funkcjonowania systemu ochrony zdrowia, NFZ przeprowadzi kolejne postępowanie konkursowe. Otrzymaliśmy jednak informację, że utworzenie takiego podmiotu planowane jest przez Fundację Podlaskie Hospicjum Onkologiczne. Obecnie Fundacja zakupiła na ten cel teren w Narwi i przygotowuje się do pozyskania funduszy europejskich, aby zrealizować inwestycję.

8 grudnia 2016 roku dyrektor szpitala zorganizował u siebie spotkanie z udziałem m.in. starosty,  przewodniczącego Rady Powiatu, Joanny Bińczyckiej i doktora Tadeusza Beszty Borowskiego, który prowadzi hospicjum stacjonarne w Białymstoku, a 12 grudnia wystosował do NFZ pismo o treści jak niżej:

Dyrekcja SP ZOZ w Hajnówce zwraca się z prośbą o wyrażenie opinii i zajęcie swojego stanowiska na temat możliwości i perspektyw zakontraktowania w naszej placówce usług zdrowotnych z zakresu opieki paliatywnej i hospicyjnej. Pragniemy przy tym zasygnalizować, iż w ostatnim czasie z oddolną inicjatywą podjęcia działań ukierunkowanych na utworzenie hospicjum stacjonarnego w powiecie hajnowskim wystąpiła grupa mieszkańców naszego miasta, którzy postanowili jednocześnie zaangażować i zainteresować przedmiotową problematyką radnych Rady Miasta oraz Rady Powiatu Hajnowskiego. Stąd też powyższa kwestia była omawiana na ostatnich sesjach obu organów. Z naszego punktu widzenia trudno jest kwestionować zasadność  i celowość  realizacji tego typu projektu. W codziennej praktyce funkcjonowania naszej placówki niejednokrotnie stykaliśmy się bowiem z problemami osób nie będących w stanie zapewnić godnej i właściwej opieki choremu terminalnie członkowi swojej rodziny. Jest to o tyle istotne, że ani na terenie naszego powiatu, ani też w jego najbliższym sąsiedztwie brak jest niestety placówek zajmujących się tego typu działalnością. Dlatego też uznaliśmy za swój obowiązek udzielenie wsparcia mieszkańcom naszej lokalnej społeczności w realizacji przedmiotowego projektu. Warto przy tym zaznaczyć, iż w Oddziale Chirurgii Laparoskopowej i Klasycznej tutejszego szpitala prowadzona jest diagnostyka i leczenie operacyjne niektórych schorzeń nowotworowych, funkcjonują też Poradnia Onkologiczna oraz Poradnia Chirurgii Onkologicznej. Tym samym utworzenie hospicjum przyczyniłoby się w pewnym stopniu do zwiększenia ciągłości i kompleksowości opieki nad korzystającymi z naszych usług pacjentami cierpiącymi na schorzenia nowotworowe. Mając na uwadze powyższe prosimy o ustosunkowanie się do przedstawionej koncepcji. Ewentualne rozpoczęcie procedur organizacyjno – prawnych mających na celu uruchomienie hospicjum w strukturach hajnowskiego szpitala uzależnione będzie od decyzji podjętej przez Państwa w przedmiotowym zakresie.

Podpisał dyrektor Grzegorz Tomaszuk, do wiad. starosta hajnowski;

Uwzględniając miesięczny przepływ informacji urzędowej, odpowiedź powinna była nadejść najpóźniej w połowie stycznia, ale jeszcze jej nie otrzymaliśmy od dyrektora szpitala.

Na zaproszenie przewodniczącego Rady Powiatu pana Lecha Michalaka na XX sesji Rady Powiatu 15.12.2016 r. Joanna Bińczycka ze społecznego ruchu na rzecz powstania hospicjum wygłosiła przemówienie do radnych, a za pośrednictwem telewizji kablowej do mieszkańców miasta i powiatu. /Tekst przemówienia zamieściłam na blogu 1 stycznia br./ Jednocześnie radny miejski Piotr Mirończuk przedłożył Radzie obywatelski projekt uchwały w sprawie utworzenia na terenie SP ZOZ w Hajnówce hospicjum stacjonarnego, a przy nim domowego z podpisem dwustu osób.

Zmienił się już status ruchu społecznego, jest teraz Stowarzyszeniem na Rzecz Hospicjum w Hajnówce. Szefową została Joanna Bińczycka, a jej najbliżsi współpracownicy to Piotr Skiepko i Piotr Mirończuk. Wspierają nas mieszkańcy i władze, bo wszyscy doskonale rozumieją, że wieloletnie funkcjonowanie miasta i powiatu bez hospicjum było poważnym zaniedbaniem. Zapraszamy do stowarzyszenia każdą osobę, która ma taką chęć lub potrzebę społecznego realizowania się. Wystarczy zadzwonić do Joanny Bińczyckiej / tel. 601 286 164 /, podać nazwisko i kontakt do siebie. Zostaniecie Państwo zaproszeni na zebranie, które jest najwyższym organem stowarzyszenia, a potem podejmiemy dalsze wspólne działania.